Nie czytaj!

Naukowcy zatrudnieni w jednym z Centrów Onkologicznych przesłali ankietę 118 specjalistom od raka płuc po to, by określili stopień zaufania do terapii jakie aplikują swoim pacjentom.
Poproszono ich by wyobrazili sobie, że mają chorobę nowotworową i zmuszeni są do wybrania metody leczenia spośród sześciu przez siebie proponowanych. Wyzwanie podjęło 79 lekarzy, z czego 64 nie zdecydowałoby się na żadną, która wiąże się z zastosowaniem jednego z popularnych środków w chemioterapii, który jest przez nich samych szeroko i powszechnie stosowany (a roczna sprzedaż tego specyfiku na całym świecie to obecnie 110 mln $).
Spośród tych 79, aż 59 !!! uważało, że wszystkie wymienione w ankiecie terapie są nie do zaakceptowania ze względu na swoją toksyczność i nieefektywność.

„Pacjenci najbardziej boją się operacji nowotworu. Ryzyko w tym wypadku polega głównie na tym, że nieprecyzyjne cięcie, które pominie kawałek nowotworowej tkanki, powoduje jej błyskawiczny rozrost. Rak, który rozwijał się dotąd jak żółw, wystrzeliwuje teraz jak rakieta. Może to brzmieć jak potwierdzenie tezy, ze rak boi się noża, on po prostu wymaga precyzyjnego cięcia (…). Jeśli chirurg nie ma pojęcia o onkologii, może być rzeczywiście dla chorego na raka niebezpieczny.

„Wygrać życie”

Pierwsze badania jakie prowadzono, to badania nad rakiem prostaty. Po 23 latach okazało się, że nie ma różnic w okresach przeżywalności między osobami poddanymi operacji a tymi, które nie korzystały z żadnej terapii. Natomiast mężczyźni po zabiegu chirurgicznym dodatkowo cierpieli z powodu impotencji i często nietrzymania moczu.

A oto relacja jednej z pacjentek opisującej swoje spostrzeżenia podczas chemioterapii:
„Pielęgniarka, która wstrzykiwała mi ten wysoce toksyczny płyn miała rękawice ochronne ponieważ nawet najdrobniejsza zabłąkana kropla mogła spalić jej skórę. Nie mogłam powstrzymać się od zadawania sobie pytania: Skoro konieczne są takie środki ostrożności na zewnątrz, co ten płyn robi mi wewnątrz ?”